FANDOM


Gdy Slendy ze swoimi pomocnikami wyszedł, my robiliśmy imprezę. Poszłam do kuchni się napić, a gdy wróciłam do salonu... Kanapa była rozwalona. Co będzie dalej? Drzwi wejściowe się otworzyły. Obok mnie przebiegł L. Jack. Miał w rękach foliowy woreczek. Był w nim biały proszek. Tego już za wiele... Edytuj

-Co to jest?! -Krzyknęłam do niego, mimo tego, że podejrzewałam co to. On popatrzał się na mnie chwilę. Podszedł do mnie z poważną miną.

-Nikomu nie powiesz? -Spytał.

-Może... -Odpowiedziałam nerwowo.

-Mąka! -Uciekł szybko do kuchni. Pomyślałam sobie, że to jakiś żart, ale za nim wbiegła Sally trzymająca karton mleka, potem Jane z masłem i E. Jack z cukrem.

-Chyba nie myślałaś, że to kokaina czy coś? -Spytał Eyeless. -Będziemy robić ciasto! -Chciałam odpowiedzieć, ale...

-NIENAWIDZĘ CIĘ! -Usłyszałam głos BENa i śmiech Jeffa. Te głosy dochodziły ze strychu. Wbiegłam szybko po schodach i zobaczyłam wiszącego BENa na suficie. Jeff śmiał się i trzymał w ręku taśmę. Powiedział, że zrobił tak, ponieważ BEN robił mu tak samo. BEN mówił, że już tak nie zrobi nigdy więcej jeśli go uwolni. Jeff nie chciał go uwolnić. Pobiegłam do kuchni. Otworzyłam szufladę i wyjęłam duży nóż. Wróciłam do BENa i Jeffa.

-Co ty robisz? CHYBA NIE CHCESZ MNIE ZABIĆ?!?!? -Spytał.

-Debilu, jak nie ty, to ja uwolnię BENa.

-Powodzenia! -Zaśmiał się Jeff zbiegając szybko po schodach. Stanęłam na krzesełku i wskoczyłam na szafę. Tnęłam każdy kawałek taśmy.

-NATALIE... Może podłożysz pode mnie jakieś poduszki dopóki jeszcze się tu znajduję? -Zauważyłam że taśma zaczęła się sama odklejać.

-Chciałabym, tylko mi się nie chce -Faktycznie, nie chciało mi się. Położyłam się na podłodze. -Jeff upadł i żyje, więc ty też przeżyjesz. -Zchodziłam powoli po schodach, usłyszałam mały huk. BEN spadł, ale na nogi. Popatrzał na mnie ze złą miną i zaczął mnie gonić. Zamiast zejść, od razu zeskoczyłam po schodach. Wbiegłam do salonu. Obok mnie stał Toby.

-POMÓŻ MI! BEN MNIE CHYBA ZARAZ ZABIJE!

-Jak? -Spytał TOBY, ale BEN zjawił się w pokoju. Uciekałam przed nim. Wbiegłam do ogrodu, w którym był Jeff. Spytał się co się dzieje, a ja mu wszystko wytłumaczyłam.

-On ci nie odpuści, wiesz o tym? -Westchnęłam.

-Ale...

-Chyba, że... Musimy dać mu grę.

-Jaką?

-Komputerową, jak mu ją dasz to ci wybaczy.

-Skąd mam ją wziąć? -Spytałam.

-Ukraść. Ze sklepu! -Krzyknął radośnie Jeff.

-A jak mi się nie uda? -Spytałam zaniepokojona na myśl, że złapie mnie ochrona. Zaniepokoiłam się bardziej, gdy słyszałam kroki BENa.

-Ja i Liu ci pomożemy... Jeff spytał Liu, który był obok niego. Jak mogłam go nie zauważyć?

-Ale... Ja nie chcę... -Zrobiłam smutną minę. -No dobrze! -Wybiegliśmy za mur. BEN tego nie zauważył.

-Dziękuję -Powiedziałam.

-Ja chcę na imprezę -Szepnął Liu.

-Spokojnie, będzie długo trwała. Musimy być cicho. Slender, Masky i Hoodie mogą być wszędzie...

Było trochę późno i zimno. Ludzi prawie nigdzie nie było. Weszliśmy do galeri handlowej. W głębi duszy błagałam, aby nikt nas nie zobaczył.

-Wejdźmy tu -Pokazał Jeff na sklep z grami, telefonami, laptopami... Itd...

Wszyscy opuściliśmy głowy. Jeff i ja schowaliśmy nawet ręce do kieszeni. Szukaliśmy dość długo odpowiedniej gry.

-Może tą? -Wyjęłam losową gre. Usłyszałam głos z głośników "ZAMYKAMY! PROSZĘ OPUŚCIĆ SKLEP W CIĄGU 10 MINUT!", więc chłopacy natychmiast pokiwali głowami. Kierując się w stronę wyjścia zobaczyłam dużo telefonów. Były tam nawet iphony. Jeff to zauważył.

-Piękne... Cudowne... Telefony... -Podeszłam bliżej srebrnego iphone 5s.

-Podoba ci się? -Spytał Jeff.

-Taa...

-Sądzisz, że jest fajny?

-Taa...

-Chcesz go?

-Taa...

-Dobrze, to może się nie udać, ale...

-Taa... CO? -Ocknęłam się.

-Bądźcie czujni. Podszedł do jakiegoś magazynu, ale obok stała ochrona.

-Odwróćmy ich uwagę.

-J-j-jak? -Pytał zaniepokojony Liu. Podeszłam blisko bramki obok wejścia w sklepie. Rozległ się hałas pikania. Cała ochrona do mnie podeszła. Zauważyła, że stoję w miejscu. Liu spanikował i nie wiedział co robić. Chcieli się spytać, czy chciałam to ukraść, ale zauważyli moją twarz. Wystraszyli się. Liu podszedł do mnie. Jego wygląd był lepszy niż mój, ale miał kilka szwów. Jakby nigdy nic, udawałam, że odkładam grę, ale schowałam ją pod bluzę. Podbiegłam do ochrony i zaczęłam się śmiać. Był to normalny śmiech, jakby z radości. Szybko zmienił się on w psychopatyczny. Jeff wybiegł z magazynku z kartonami. W środku były iphony. Zwariował?! Zauważyłam, że (chyba) kasjerka do niego podbiegła, chciała już krzyczeć, ale zemdlała na widok jego twarzy. Podbiegłam do niego i staliśmy czekając, aż ochrona będzie bliżej nas. Biegli bardzo szybko.

-JUŻ! -Na rozkaz biegliśmy jak najszybciej w stronę wyjścia. Liu zatrzymał się i popchnął ich wszystkich jednym ruchem. Biegł dalej. Mieliśmy trochę czasu dzięki niemu. Biegliśmy szybko do lasu.

-Boże, co tu się dzieje... -Szepnęłam.

-SZYBCIEJ! -Usłyszałam głos jednego z ochroniarzy. Było ich trzech... Zaraz... Czyli jednak nadal nas gonią... Została nam jedna rzecz. Jeff upuścił telefony i wyciągnął nóż. Zrobiliśmy to samo. Liu bez zastanowienia rzucił swoim nożem w czaszkę jednego z nich. Drugi ochroniarz był blisko mnie, więc podłożyłam mu nogę i wbiłam nóż w jego plecy. Trzeci ochroniarz był najbardziej zwinny. Jeff nie mógł sobie poradzić. Podbiegliśmy do niego i zaczęliśmy mu pomagać. W jednej chwili wszyscy na raz rzucili się na niego, żeby go przewrócić. Gdy leżał, przygotowaliśmy się do zabicia. Zobaczyliśmy policję daleko od nas.

-Bierz to i uciekaj! -Krzyknełam. Liu chwycił wszystkie pudełka i uciekł już do domu. -To tylko ból... -Powiedziałam do człowieka leżącego na ziemi.

-Idź spać. -Jednocześnie wbiliśmy mu noże w klatkę piersiową. Zaczęliśmy uciekać jak najszybciej. -STOP! ZAPOMNIAŁEM NOŻA! -Wrócił szybko po nóż (przez co mieliśmy mniej czasu) i zaczęliśmy biec dalej.

-BRAWO! BRAWO! -Krzyknęłam i zaczęliśmy się śmiać.

-ZAUWAŻYŁAŚ, ŻE GONI NAS POLICJA, MAMY PRZERĄBANE JEŚLI NIE UDA NAM SIĘ ZNIKNĄĆ IM Z OCZU A MIMO TO SIĘ ŚMIEJEMY?

-Szybciej -Powiedziałam krótko i przyśpieszyliśmy, mimo tego, że oddychaliśmy bardzo ciężko i nie czuliśmy nóg. Zniknęliśmy im z oczu i wbiegliśmy do muru.

-JEEEEEEEEEEEEEEEEST! -Wydarłam się.

-TAAAAAK! -Krzyczał Jeff. Upadliśmy i zaczęliśmy się śmiać. Bez powodu. Liu do nas podbiegł.

-Co to było! -Leżeliśmy na trawie i śmialiśmy się z niczego. Miny pozostałych osób - bezcenne.

-Wrócili! -Krzyknęła Jane. Wszyscy wbiegli do ogrodu.

-Gdzie wy byliście? -Spytał E. Jack.

-No a więc... -Zaczęłam mówić. -BEN jest na mnie wkurzony, więc pobiegliśmy ukraść grę. Ale spodobały mi się telefony, wiec Jeff ukardł kilka iphone'ów. Wybiegliśmy ze sklepu, szuka nas policja a ochrona leży zabita w środku lasu.

-NATALIE! NIENAWIDZĘ CIĘ! -BEN podbiegł do mnie. Pokazałam mu nową grę, jaką mu kupiłam. -NATALIE! KOCHAM CIĘ! -Wyrwał mi z ręki gre i pobiegł do domu. Wszyscy zrobiliśmy to samo. Jeff rozdał wszystkim telefony. Impreza się wznowiła. Podczas naszej nieobecności ciasto już się upiekło. Każdy na nie napadł. W ciągu kilku minut zostało zdjedzone. Liu poszedł wymiotować, tak szybko jadł.

-Ej, gdzie jest Nina? -Spytałam.

-Tutaj! -Usłyszałam głos dochodzący zza drzwi wejściowych. Nina wprowadzała do domu kozę.

-Serio? -Spytał BEN grający na komputerze.

-Ona jest taka kochana... -Liu wygonił ją z domu (Nie kozę, Ninę, koza była spoko a Nina wkurzająca). Ale po chwili sama uciekła. Nina skorzystała z okazji i weszła i uderzyła Liu w twarz.

-Nudno trochę -Powiedział Jeff. -Przydałaby się jakaś akcja. Poszłam do kuchni po kilka butelek coli i kilkanaście paczek miętowych mentosów. Po co im aż tyle... Nie ważne. Wlałam do wanny colę. Wszyscy stali w drzwiach.

-UWAGA! -Wrzuciłam wszystkie mentosy do wanny i wybiegliśmy z łazienki. Nastąpił wybuch i cała łazienka była brudna.

-No cóż, powiemy Slenderowi, że Liu jak zwykle rzygał.

-EJ! -Krzyknął brat Jeffa.

-Mam ochotę znowu coś zniszczyć... -Powiedziałam.

-CHODŹCIE WSZYSCY DO JAKIEGOŚ DOMU I GO ZDEMOLUJMY! -Krzyknął Jeff.

-JAKIEGO DOMU?

-NIE WIEM! OBOK LASU! BŁAGAM! CHCĘ SIĘ WYŻYĆ! -Wszyscy stali cicho. Po chwili każdy krzyczał "TAK!" "ZRÓBMY TO!" "BEN WYŁĄCZ KOMPUTER" "AAAAA" "TAK" "SZYBKO" "CHODŹMY". Chora "rodzina"... No ale cóż... Wszyscy naskoczyli na drzwi.

-Zamek się zaciął... -Powiedział BEN. -WYWAŻAMY! -Wydarł się na głos. Zasłonił ich szary dym. Gdy zniknął, wszyscy byli w ogrodzie a drzwi były wyważone.

-Jak się bawić to się bawić, drzwi wyjebać dziurę zostawić... -Szepnęłam do siebie i podbiegłam do nich.

--------------------------

Przepraszam za błędy jak coś

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki