FANDOM


Siedziałem w pokoju. Pamiętałem wszystkie chwile mojego życia , ale nie czuję , żebym przeżył jakąkolwiek. Moja mama mnie zawołała:

- Synku idź na kolację.

-Już idę mamo !-Odpowiedziałem z zażenowaniem- będę za minutę.

Położyłem się na łóżku i zasnąłem. To nie była normalna chęć snu , tylko siła , która zmusiła mnie do spania.

Obudziłem się kilka godzin później. Mój pokój był wyniszczony i rozpadający się. Spojrzałem w górę. Nie było dachu.

- Nie.. To musi być sen.

"NIE ! TO NIE JEST SEN - Odpowiedział głos w mojej głowie - MASZ UCIEKAĆ , INACZEJ CIEBIE ZABIJĄ , ALBO SKOŃCZYSZ GORZEJ.

Siła pchała mnie do drzwi. Próbowałem się przeciwstawić

NAWET KU**A NIE PRÓBUJ

-Kim ty jesteś ?

-JESTEM KIMŚ , KTÓRY MOŻE CIĘ ZABIĆ W KAŻDEJ CHWILI. IDŹ , ALBO WŁASNORĘCZNIE ODERWĘ CI PENISA !

Musiałem iść. Dotarło do mnie , że głos nie ma takiej kontroli nade mną i desperacko stara się udobruchać moje poczucie buntu.

Wyszedłem na ulicę , chociaż bardziej adekwatna nazwa to pole je*anej w du*ę Hitlera bitwy światowej. Ludzie zza kamiennego muru strzelali do ludzi chowających się za beczkami. Ci z kolei rzucali granatami. Na pole bitwy wleciał helikopter , który zbombardował obszar za murem. Stałem bez ruchu. Nawet głos nic nie mówił. Nagle , pewien człowiek popchnął mnie i wylądowałem za beczką.

-Giń - zwołał , po czym uniósł nóż...

-Synku chodź na kolację !

-NIE STARA SUKO !

- Nieeee !!!!

- Mamo! To nie ja , tylko mój głos

IDŹ SPAĆ.

Obudziłem się. Pamiętałem wszystko. Nade mną stał jakiś gościu z nożem. Chwyciłem mu obie ręce i obróciłem je. Z jego ust wydał się krzyk. Zobaczyłem , że dłonie leżą oderwane na ziemi.

- Jag mogueś mi do zlobic ?

Jego cierpienie nie trwało długo. Człowiek zza muru strzelił mu w głowę. Zastanawiałem się co zrobić. Pozostać za beczkami ? Uciec z tego cholernego padołu ? Na szczęście głos doradził mi co nieco.

- WYPIERDALAJ Z TEGO JE*ANEGO PADOŁU , LENIWY CH*JU. CZAS KURE*SKO NAGLI.

- Nie musisz przeklinać - odpowiedziałem- wiem , że nie masz nade mną kontroli.

Nagle usłyszałem głos w mojej głowie. To był głos Justina Biebera. Jednak... nie... On nie mówił. On śpiewał.

Beybe , beybe oh . Beybe , beybe , beybe , beybe , beybe , beybe , beybe.

- Błagam przestań !!!

-WIĘC UCIEKAJ NAPRZECIW MUROWI. NO JUŻ.

Nie miałem czasu upominać go za brak normalnego słownictwa , więc ratowałem się ucieczką.

- W ogóle co to za bitwa ?- spytałem zdziwiony.

- TO BITWA GEEKÓW I NERDÓW

- "Geeków i nerdów" Srasz na mnie ?

Znowu usłyszałem w głowie głos Justina Biebera.

Beybe , beybe oh. Beybe , beybe , beybe.

- Błagam wystarczy !

- NAUCZ SIĘ DOCENIAĆ MOJE GENIALNE POMYSŁY.

- Dobrze , dobrze.

Byłem przy końcu ulicy. Nagle jakieś dzieciaki zarzuciły na mnie sieć. Wiłem się , ale siła kazała mi przestać.

- Dokąd mnie zabieracie ?

- Gufno cje do inderezuje!!!!!!!!11111111111111111111111111ononeone - odpowiedział dzieciak- narz szew nam kazau.

- Kim jest wasz szef ?

- Do taki guos , gtury karzę nam zue żeczy robić 111111111111111ononeone.

Spytałem się w myślach

- Kim ty jesteś

-I'M THE ONE (THE ONE) , WHO LOST CONTROL (CONTROL) , BUT IN THE END I'LL BE LAST MAN STANDING.

- Odpowiedz normalnie poje*ańcu !

- I'M WHATEVER I'M. ONLY GOD CAN JUGDE ME NOW.

- Gadaj kur*a !

- I'M INSIDE OF YOU , SPLINT ON YOU .

- Więc powiedz kim ja jestem i co ja tu robię.

- A A A PLOT TWIST NA KONIEC WSZYSTKO WYJAŚNI.

Dzieciaki zabrały mnie do rozpadającego się budynku. Gdy byłem w nim zauważyłem , że nie ma dachu. Dzieci zaczęły tańczyć wokół mnie. Nagle przez dach wleciał helikopter. Był to helikopter wojskowy. Nagle wystrzelił w stronę dzieci (moją także) cztery torpedy... Synku chodź na kolację.

- Zamknij swoją mordę , nędzna sukinsynko ! Musisz umrzeć.

Pobiegłem na dół , chwyciłem nóż...

Budzi mnie głos.

- WSTAWAJ ŚPIĄCA KURE*NO. TE PIEPRZONE RAKIETY WYRZĄDZAJĄ KRZYWDĘ TYLKO DZIECIOM NEO. ŻYJESZ I NIC CI NIE JEST. DOTARŁO!!!!!!!!!!!

- Ja pierdolę przeklinasz jak polski szewc.

- GÓWNO CI DO TEGO.

- Dobra , ale jak się stąd wydostaniemy ?

- WEZWAŁEM HELIKOPTER.

Faktycznie helikopter był na ziemi i czekał na mnie. Nie czekając podniosłem się i podszedłem do niego. W środku był żołnierz i pilot. Helikopter wystartował. Po kilku minutach spytałem :

- A właściwie skąd ten helikopter ?

Odpowiedź Voice'a zmroziła mi krew w żyłach.

- HELIKOPTER NADESŁAŁEM JA. POCHODZI Z SIEDLISKA GEEKÓW. TERAZ PRAWDOPODOBNIE UMRZESZ.

Żołnierz próbował mnie uderzyć. Byłem szybszy i uniknąłem ciosu. Podbiegłem do miejsca w którym leżał spadochron. Obróciłem się. Geek za mną opierał się o "wyjście". Postanowiłem go popchnąć. Sukinsyn natychmiast obrócił się i dźgnął mnie w serce. Stałem tak przez kilkadziesiąt sekund. Nie umierałem. Wykorzystałem zdziwienie geeka i wypchnąłem go z helikoptera. Sam wyskoczyłem ze spadochronem. Problem w tym , że pode mną było tylko morze i statek. Udało mi się wylądować na statku. Zdjąłem spadochron i spokojnie ruszyłem pogadać z kimś. Spokój nie trwał długo. Odpowiedź Voica kolejny raz mnie zabiła.

- w OGÓLE NIE PRZEJMUJESZ SIĘ RANĄ W BRZUCHU. Z JAKIEGO POWODU ? OTÓŻ Z MOJEGO. NAWET NIE DOCENIASZ. A I PRZY OKAZJI TO JEST MÓJ STATEK , KTÓRY PRZYGOTOWUJE SIĘ DO INWAZJI.

- Nienawidzę cię.

Biegałem jak szalony po statku. Nikogo na nim nie było.

- Okłamałeś mnie. Tu nikogo nie ma.

- NA PEWNO ? - Spyta się głos- SĄDZĘ , ŻE ZA TOBĄ JEST KTOŚ.

Obejrzałem się. Była jedynie mała bomba... BOMBA !!! Jezu muszę coś zrobić.

- ZA PÓŹNO. NIE MA RATUNKU.

Bomba wybuchła. Jednak to nie była eksplozja , tylko "wyrzucenie" jakiś małych kulek. Kulki te zaczęły się powiększać i zamieniać. Przybierały kształt ludzki. Po kilku sekundach widziałem kilkadziesiąt , może kilkaset żołnierzy z bronią i hełmami. Trzech z nich zaczęło rozmawiać.

- Za pięć minut będziemy na lądzie. W końcu zabijemy wszystkich niechcianych.

- Należy zachować przy tym brutalność. Niechciani są bezbronni i podatni na choroby.

- Jeszcze raz metoda ataku. Więc zaczniemy wyskakiwać z łodzi i dramatycznie obstrzeliwać niechcianych ?

- Zgadza się.

- Całe szczęście , że szef ma dla nas przynętę.

Miałem przeczucie , że chodzi o mnie.

- PRZYNAJMNIEJ ZGINIESZ W SŁUSZNEJ SPRAWIE MORDOWANIA SŁABSZYCH.

- Czemu ? - odpowiedziałem - Czemu akurat ja.

- KTOŚ NA PEWNO. JAK CHCESZ MOGĘ ZABIĆ CIEBIE TERAZ I NIGDY SIĘ NIE DOWIESZ. TO JAK WOLISZ ?

Zastanowiłem się chwilę. Wiele razy mogłem umrzeć. Wiele razy głos mówił mi , że umrę , ale nigdy tak się nie stało. Dlaczego ?

- Z MOJEGO POWODU.

Po co.

- JESZCZE SIĘ DOWIESZ.

Kiedy.

- NA KONIEC , KIEDY WSZYSTKO STANIE W PŁOMIENIACH , A KREW Z PODERŻNIĘTYCH GARDEŁ BĘDZIE PŁYNĘŁA STRUMIENIAMI.

W takim razie zgadzam się zostać przynętą.

CIESZĘ SIĘ.

Przy okazji kiedy dopłyniemy ?

ZA 5 SEKUND.

Poczułem , że coś kłuje mnie w żołądku. Bałem się. Rozległ się głos:

- Wyskakujemy teraz.

Jakiś gość chwycił mnie i przeskoczył burtę statku. Zasnąłem.

Giń dziwko. Zagłębiłem nóż w jej ciele. Obydwoje umieramy. Zabiłem matkę.

Budzę się jestem obwiązany w puszczy. Jacyś ludzie mnie oglądają. Nagle odzywa się głos.

- W KOŃCU. LA GRANDE FINALE ZBLIŻA SIĘ WIELKIMI KROKAMI. ZA CHWILĘ INWAZJA.


- Synku chodź na kolację.

- PRZESTAŃ !!!!! Zamknij się ! Ty kłamiesz ! Nie żyjesz ! Jak to możliwe !?! Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!

Budzę się. Jestem tutaj. Ludzie się na mnie patrzą. Nie wiedzą co ich czeka. Pierwsza część inwazji zapoczątkowana moim przybyciem jak widać się udała , ponieważ ląd z jednej części płonął.Ciągłe wizje z matką nie dawały mi spokoju. Niechciani pomogli mi wstać i zabrali mnie do wioski. Było tam wszystko co mi potrzeba. Jedzenia i picia nie brakowało. Byłem zdziwiony , bo wszystko oddawali mi. Jak to możliwe ? Co się stało ?Czemu nie słyszę Voica ? Kim ja jestem ? Nie ma mnie na świecie , ale po minucie już jestem , mam 'naście lat i pamiętam wszystkie chwile mojego życia. Nie czuję , ale pamiętam. Pamiętam , ale nie sądzę , że ja je przeżyłem. Zupełnie , jakby to były chwilę innej osoby. W końcu musiałem się czegoś zapytać.

- Co się przed chwilą stało ?

Odpowiedział mi ranny staruszek z brodą.

- Ludzie i dzieci buszu , lub ich władca o przydomku AEP wykorzystali ciebie i twoją amnezje do przeprowadzenia pierwszej części ataku.

- To nie atak , tylko inwazja.

- Dla nas to już nie ma znaczenia. Stawiamy opór , ale nic nie możemy w porównaniu do potęgi AEP.

- Znam chyba tego AEP - odpowiedziałem - Kiedy trafiłem do tego świata słyszę głos , który mówi o tym co mam robić.

- AEP to nasz stwórca. Nie chciał nas , dlatego porzucił wszystkich tutaj. Stworzyliśmy własną kulturę , ale to się jemu nie podobało. On nigdy nie planuje ataku. On już ma wiedzę co się stanie.

Chciałem jeszcze zapytać o pozostałe rzeczy , ale nagle rozległ się wybuch. Wtedy znów miałem wizję z matką. Tym razem to ona zabiła mnie. Wbijała mi nóż w brzuch i plecy. Nie mogłem się bronić. Obudziłem się kilkanaście minut później. Niewiele osób zostało. Był tylko staruszek i kilka kobiet z dziećmi. Poszedłem do lasu. Nie wiedziałem czemu. Nogi po prostu kazały mi to zrobić. Kiedy tam byłem , wjechał czołg. Nagle coś się stało.

Usłyszałem za sobą głos. Obróciłem się. Tam był staruszek. Nie mówił swoim poprzednim głosem. Jego głos brzmiał jak.. On. Staruszek był Głosem.

- WITAJ STARY SKURWIELU- powiedział- OD DAWNA SIĘ NIE SŁYSZELIŚMY.

- Czemu to robisz - spytałem się wycieńczony - Czemu to zrobiłeś ?

- PLOT TWIST PRAWDĘ CI POWIE

- W dupie mam plot twist ! Odpowiadaj teraz !

- COŚ TAKI OPRYSKLIWY I NIEGRZECZNY - drwiącym tonem odparł - NIE POWINIENEŚ DŹGAĆ TERAZ MAMUSI , PODCZAS WPIEPRZANIA KOLACJI NA KTÓRĄ ONA ZAPRACOWAŁA ?

- Przestań !

- BŁAGAM. NIE BĄDŹ TAKI KOZAK , BO JAK OGLĄDAŁEŚ MORDERSTWO SWOJEGO OJCA , TO PŁAKAŁEŚ

Tego było dość. Miałem coś w kieszeni. Pistolet ? Niech będzie. Wyjąłem pistolet i strzeliłem do starca. Ten po prostu się otrzepał i powiedział :

- NO BRAWO. NIE JESTEŚ TAKI GŁUPI JAKIEGO CIĘ STWORZYŁEM.

Czołg wystrzelił w kierunku wioski.

Czemu ?

NIE CZAS

Kiedy będzie czas ?

NIEDŁUGO

Piechota mordowała kobiety i dzieci w wiosce. Nie wiem co go usprawiedliwi , ale mam nadzieje , że to coś poważnego. Nagle głos powiedział

JUŻ CZAS.

Nie wiem jak , ale z lasu przenieśliśmy się do Lidla. Przed sobą miałem człowieka kompletnie innego od tego w lesie. Wyglądał jak Benedict Cumberbachan. Jedyna cecha , która odróżniała go od niego były jasno brązowe , krótkie włosy. Wtedy powiedział całą prawdę. Wiedziałem wszystko o co prosiłem go , aby mi powiedział. W tych dwóch zdaniach dowiedziałem się prawdy o mnie i o całym świecie w jakim byłem. O głosie , o moich wizjach.

- Jestem Jarek Kozioł. Piszę trollpasty z serii inwazja , których jesteś bohaterem.

CDN - Kim ty jesteś

- Jestem Jarek Kozioł. Tworzę trollpasty , z serii inwazja , których jesteś głównym bohaterem.

- Czy to znaczy , że ja...

- Nie. Żyjesz w świecie innym , od mojego.

- Nic nie pamiętałem , ale nagle żyję , i jestem w swoim pokoju.

- To się dzieje bohaterom. Nie tylko trollpast , także książek.

- Jestem tylko bohaterem trollpasty (?)

- Nie do końca. Stworzyłem tą serię , żeby stworzyć swoje uniwersum. Ty jesteś kimś , kto może i musi zachwiać światem opowiadania. Większość autorów nie umieszcza siebie w creepypastach. Ja to zrobiłem , bo do tego zamierzała "Inwazja".

- Czy umrę ?

- I tak i nie. Umrzesz , robiąc coś wspaniałego , dla postaci w tej trollpaście i obudzisz się.

- To tylko sen ?

- Nie. To twoje przeznaczenie.

- Kim jest głos ?

Jarek był spokojny , chociaż zadawałem mu tyle pytań.

- Głos , to zlepek moich najohydniejszych cech. Jest złoczyńcą w moim uniwersum.

- Więc kim ja jestem i co znaczę , w twoim uniwersum ?

- Jesteś protagonistą.

- Czy są inni ?

- Jacy inni ?

- Bohaterowie i złoczyńcy.

- Tak. Jest ich mnóstwo - odpowiedział - Slenderman , Jeff , pieseły itd.

- I co teraz będzie ?

- Ja idę oglądać Death Note. Ty idziesz walczyć.

Pstryknął i już byłem gdzie indziej. To było pole bitwy... postaci z creepypast i człowieków - piesełów

WTF ?

CDN

W poprzedniej części :

Byłem na ... polu bitwy postaci z creepypast i człowieków piesłów

WTF

Finał część 1

Zobaczyłem błysk. Oprócz tego byłem skonfuzjowany.

Slenderman doskoczył do mnie i powiedział

- Jesteś po naszej stronie ?

Usłyszałem w głowie Tak. Coś mi mówiło , że to nie głos tylko Jarek.

- Tak-odpowiedziałem.- Pomogę wam.

- Dobrze - odparł Slender - Wybij piesły , ale uważaj na ich generallissimusa.

- Czym będę walczył ?

- Tym - odparł , po czym wyjął karabin maszynowy i wręczył go do moich rąk

Zacząłem strzelać do piesłów. Wtedy genneralissimo piesłów rzucił w moją stronę granat. Chybił i trafił w Slendera. Ten stanął na swoich nogach i próbował go wystraszyć. Gennerallissimo wyjął CKM i wielokrotnie strzelił Slenderowi w głowę. Slender miał dosyć i zaczął...wołać kogoś. Na ziemi zaczęły pojawiać się... Cisze. Cisze zaczęły strzelać w piesłów błyskawicami. Genneralissimo próbował strzelić granatem , ale spojrzał w bok i zapomniał po co on to robi. Rake wezwał Płaczące anioły , które zjadały ruchliwe piesły. Cotokurwajest z Russian sleep experimentu wezwało oody i bestię. Duszek wezwał potwora z północy. Inne stwory wezwały inne bestie z doctora who. Gennerallissimo piesłów zaczął uciekać pobiegłem najszybciej jak umiałem. dogoniłem go. Przywaliłem mu i rzuciłem na ziemię. Chwyciłem karabin i powiedziałem :

- Twoje ostatnie słowa , psie wojny.

- WOW.

Zdawało mi się , że pływam w kisielu z odznak i Natalii Boskiej.

- To hipnoza piesłów - szczeknął Slender - Nie daj się.

Nagle pieseł wstał i przywalił mi. Znowu uciekł. Zobaczyłem punkt na niebie.

- Czy to ptak - Spytał Slender

- Czy to samolot - Spytał Bookcerzyk

- Nie, to SUPER DARIUSZ - krzyknąłem.

Dariusz poleciał w stronę gennerallissimusa i z całym impetem przypierdolił piesłowi. Generał poleciał tak wysoko , że zwymiotował wowem w siebie i spadł. Spadał z prędkością Dariusza. Jak nie pierdolnie w ziemie , to moher zostanie prezydentem. Podbiegliśmy. Był martwy.

Wszystko zakończyło się imprezą i byliśmy szczęśliwi.

*

- I CO ? - spytał głos w swojej kulisto-świetlistej formie - KIEDY GO STAMTĄD ZABIERZEMY ?

- Za minutę będzie pełna gotowość - odpowiedział kaszk.

- TO DOBRZE. Prawie wybiłem Niechcianych i teraz kaszki zrobią to za mnie. Koniec z koczanym protagonistą. Ja będę miał cały świat. Muahuahuahauahauahuah

*

Coś zabłysnęło. Pojawił się jakiś portal. Coś wepchnęło mnie tam. Byłem na wyniszczonym polu bitwy.

- WITAMY W PIEKLE

Obróciłem się. Widziałem tam kulę. To ona mówiła głosem Voica. Oprócz niej stał jeszcze tysięczny oddział kaszków

- FIKA KTOŚ - spytał się Voice - ZA DZIESIĘĆ SEKUND... bĘDZIESZ MARTWY

CDN Opowiada bookcerzyk

- Gdzie on jest do cholery ?

- Pewnie ktoś go położył spać , Slender

- Zacznij myśleć poważnie !

- Ach tak - Jeff wyjął nóż - Ja zawsze jestem poważny

- Przestańcie się kłócić - uspokoiłem ich - mamy ważniejsze rzeczy na głowie , prawda ?

- Masz rację - odparł cotokurwajest - powinniśmy dojść jak trafić tam gdzie on.

- Zabijmy się

- Niezły pomysł

I wszyscy się pozabijali.

*

-Teleportuj mnie teraz !

- Synku , czemu chcesz zhańbić dobre imię rodziny Cheesów , mordując BSODEM postać ważną dla naszego stwórcy

- Bo tak

- Dobrze. Weź helikopter z szczypcem

- Przymocuję do niego BSODA - odparł bachor , po czym wsiadł do maszyny i zniknął

*

- Gdzie jesteśmy ?

- W jakimś zamku - odpowiedział Slender - chyba słyszę muzykę.

- Tak ! Ja też słyszę. To z góry.

Dochodził do nas nieludzki bełkot. Mówił coś takiego :Hirogaru yami no naka kawashiatta kakumei no chigiri Dare ni mo jamasaseru wake ni wa ikanai Kara kajitsu ga tsugeta mirai yume, risou ni Kaeru

Nie wierzyłem , że człowiek z własnej woli słucha czegoś takiego. Dotarliśmy do pokoju , z którego dobiegała muzyka.Otworzyliśmy drzwi. Tam był... Benedict Cumberbatchan z ciemno brązowymi włosami i złamaną nogą.

-Czego wy chcecie ?

- Przenieś nas do naszego przyjaciela !

- Dobra.

Pstryknął palcami i już byliśmy gdzie indziej. Na Wyspie. Obok była zguba. Do nas zbliżała się armia kaszków

Koniec w następnej części. - Co zrobimy !?!

- Nie wiem - odparłem - może uciekniemy ?

- Dobry pomysł.

Uciekliśmy od kaszków i trafiliśmy do sporej jaskini.

- Silence are here - powiedziała cisza - I feel them

- Where are they ? - spytał się Slender

- Here we are

Znikąd pojawiła się cisza

- Watch up

Spojrzeliśmy na sufit

- Kur*a !

Były tam skulone cisze.

- Maybe we sit down and talk about battle with kaszk 's ?

- Right

- By the way... Some peoples wanna to talk with this human - cisza wskazała na mnie - They say , than you can save us

- Where are they ?

- Here

Cisza pokazała zakątek w jaskini. Siedziało tam kilka ludzi. Był tam też... Staruszek.

- To zdrajca - wrzasnąłem - jest pod kontrolą głosa !

- Wyjaśnimy ci wszystko.

Staruszek zaczął opowiadać

- Zostałem opętany przez AEP , ale udało mi się go wyrzucić z mojego umysłu. Jego mentalna forma jest już słaba. Ty chyba się już o tym przekonałeś ?

- Nie miał kontroli nade mną .

- Można go łatwo zabić. Musimy ustalić plan bitwy.

- Bierzmy się więc do roboty - powiedziałem i zacząłem wyczekiwać bitwy.

Inwazja : Ostateczna Bitwa.

Była jedenasta. Zgodnie z planem wyszedłem z jaskini. Chodziłem drogą pełną trupów.W końcu dotarłem do celu. W tym miejscu było pole kaszków. Na końcu , przy statku była maszyna do tworzenia ich.

"Wszystko będzie dobrze" - wmawiałem sobie - "Wygramy"

- Hej ty wstrętny magnozjebie !

Głos mnie zobaczył

- Tak. O tobie mówię.

- KASZKI DO ATAKU !

Kaszki rzuciły się w moją stronę.

- Teraz ! - krzyknąłem

Z drzew zaczęli wyskakiwać ludzie z bronią. Obstrzeliwali oni kaszki.

- MASZYNA START !

Maszyna przypominała szafę muzyczną. Był tam otwór , z którego wychodziły kaszki.

- Now ! - krzyknąłem

Zaczęły pojawiać się Cisze. Wchodziły one do umysłów kaszków i puszczały im Justina Biebera oraz "Zmierzch"

- MASZYNA START. TYM RAZEM DWA RAZY SZYBCIEJ !

Kaszków coraz więcej.

- Kiedy on dokładnie będzie ?

- Za 30 sekund - odpowiedział bookcerzyk.

Unikałem kaszków najdłużej jak mogłem. W końcu on się pojawił. Helikopter z dzieciakiem CHucka E Cheesa z szczypcem , na którym miał bombę BSOD-ową. Super Dariusz powiedział , że o tej porze , na polu bitwy , wleci helikopter z planem zabicia mnie. Dzieciak Chucka E Cheesa nie spodziewał się , że jest tylko częścią planu.

- Asta La Vista , baybe - powiedział Dzieciak

- Asta la vista chuck e cheese - odparłem

Zza jaskini wyleciał creepy pojazd. Siedziały w nim postacie z creepypast.

- Co kur*a - krzyknął Dzieciak.

Creepy pojazd ostrzelał jego silniki i szczypiec , w który była bomba bsodowa. Poleciała ona prosto w kaszki. Fala uderzeniowa zrobiła swoje i kaszki zaczęły się rozsypywać. Helikopter spadł na maszynę.

- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE. JESTEŚ KUR*A TRUPEM !

Głos podleciał do mnie. Byłem spokojny. Głos był coraz bliżej. Gdy w końcu z impetem zaatakował mnie , wyjąłem bombę.Efekt był taki , że głos odbił się i przypieprzył w statek. Rzuciłem w niego bombę.

- TO JESZCZE NIE KONIEC - powiedział - ZaRaZ uMrZeSz

Głos zmienił się z kuli światła w Voldemorta

- Avada kedawra

Odskoczyłem w bok

Głos ponownie zmienił się w kulę.

- Ty MaŁy DrAnIu.

- Nie możesz mi nic zrobić. Pamiętasz Cisze ? Gnębiłeś je , bo były słabsze. Teraz one pognębią ciebie.

- NiE tY jEsTeŚ dObRy. NiE rÓb TeGo .

- Za późno

- NiEEEEEEEEEE

Po kilku minutach wystrzeliłem w pół martwego Voica rakietą przeciwdemonową produkcji wateła , i zakończyłem jego egzystencje.

- Impreza !!! - Wrzasnął staruszek.

Stworzyliśmy pole disco , kulę , stanowisko Di dżeja i tańczyliśmy. Cisze przywracały umarłych do życia na dwa-trzy dni. W głośnikach leciała "Bania u cygana". Mógłbym być tam cały tydzień

*

Czy to nie było ciekawe przeżycie ? - Jarek

Tak

Budzisz się - jarek

*

- Synku kolacja.

Wstałem. Więc to był sen. Zszedłem na dół.

- Co na kolację ?

- Jak to "co" ?

Zobaczyłem moją narzeczoną obok mamy.

- Ten powrót do nostalgii trochę odświeżył mi mózg. - odpowiedziałem.

Zjadłem kolację. Sięgnąłem do kieszeni. Było tam opakowanie z pierścionkiem. Klęknąłem.

- Czy wyjdziesz za mnie ? - spytałem się dziewczyny

- Oczywiście , że tak - odpowiedziała.

Mam żonę i dzieci. Mam szczęście. Mam pracę. Mam jednak przeczucie , że Jarek kiedyś przybędzie do mnie i zmieni mój świat

*

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki